Śmierć żołnierza na WAT

Dla każdego z nas śmierć wydaje się czymś odległym, niedotyczącym mnie i mojego otoczenia. Będą w służbie słyszałem różne historie odnoszące się do wypadków, które wydarzyły się w Siłach Zbrojnych. Ale to co ostatnia wydarzyło się na Wojskowej Akademii Technicznej mrozi krew w żyłach. Młody człowiek w trakcie "zajęć" traci przytomność a następnego ranka już się nie budzi. Czytając doniesienie medialne zastanawia mnie kwestia bezpieczeństwa. Na każdym kroku słyszę "(...) czy ktoś z przyczyn służbowych nie może przyjąć służby?(...)", "czy ktoś się źle czuje?". Co się takiego wydarzyło że nagle nikt nikogo nie pyta o stan zdrowia? Wiele razy przed wyjazdami na poligon wszystkie instruktarze i podkreślanie żeby zabrać bieliznę na zmianę, drugi mundur no i kurtkę bo będzie padać. Panująca "nadopiekuńczość" nagle znika? Czy może to strach przed konsekwencjami ze strony instruktora bądź reszty grupy żeby powiedzieć Nie? Mam nadzieje ale i obawy że "akademia" będzie starała sprawę zamieść pod dywan. Skąd moje obawy? Jesteśmy bardzo "hermetycznym" i zamkniętym środowiskiem, unikamy splamienia munduru.

Polecam przeczytać "Jeśli pani to ujawni, będzie katastrofa". Jak wojskowa uczelnia próbowała fałszować badania.